mam "przyjemność" uczyć w przedszkolu i gimnazjum ... widzę więc cały ten bajzel od przysłowiowej kuchni. Powiem Wam tak, nie jest dobrze. Ba, jest tragicznie!
Mądrzy ludzie pierdzący w stołek decydują o wieku dzieci, które mają obowiązek iść do szkoły, o jadłospisie w stołówkach, podręcznikach itd ... a potem na różnych stronach internetowych ze zdjęciami widzę taki oto obrazek: zgraja dzieciaków z ciężkimi plecakami i apel "nauczycielu! dziecko to nie Pudzian, nie udźwignie wszystkiego" czy coś koło tego ... czy ci jakże mądrzy homo sapiens (sapiens?)naprawdę nie wiedzą, że to nie nauczyciel decyduje o wadze podręcznika? że to szkoła i dyrektor mają prawo wybudować szatnie z zamykanymi szafkami dla uczniów?
najłatwiej zwalić na nauczyciela.
Tak a propos, polonistka do mamuni jednego z "orłów" z 1 gimnazjum: A wie Pani, on nawet nie zna hymnu narodowego. Jakie było jej zdziwienie jak usłyszała: "No oczywiście, że nie zna! Kto go miał nauczyć?" Normalnie bez komentarza.
Decydenci, ministerstwo edukacji pojęcia nie mają jak ich mądre ustawy i rozporządzenia działają w życiu... a raczej nie działają. W rezultacie "każdy orze jak może", czyli interpretuje sobie owe ustawy i rozporządzenia po swojemu, bo te mądrości nie są kompletnie przemyślane i dostosowanie do naszych realiów.
Pamiętam jak mój rocznik straszyli tzw. nową maturą i obowiązkową maturą z matematyki ... to była rzeź. Zwłaszcza, że całe liceum uczyliśmy się wg. "starych standardów" a tu o jakże fantastyczny pomysł - napiszą nową maturę! Gdyby ten mądrala jeden z drugim co to wymyślili pewnie przy piwie po konferencji mieli większą siłę przebicia to byłoby ze mną i połową szkoły kiepsko. Na szczęście burdel w ministerstwie przerósł wszystkich i nowa matura mnie nie chapnęła.
Ale burdel został. Konspekty, punktacje, średnie ważone i tego typu pierdoły w szkolnictwie wcale nie sprawiają, że jest bardziej fair, ani niczego nie ułatwiają. Ale brzmi tak mądrze i jest takie europejskie ... Powstaje kolejna tona makulatury. Tak jest w gimnazjum.
W przedszkolu jeszcze gorzej. Nie mówię o zwykłym przedszkolu - lepiej: unijny projekt prowadzony w przedszkolach. Tam wszyscy błądzą jak dzieci we mgle. Nie przeszkadza im jednak niedoinformowanie i bajzel bo sami tworzą owy bajzel jeszcze większym. Kosztem zwykłych pracowników oczywiście. Okazuje się, że pracodawca może [sic!] "podmienić" umowę o pracę, bo kwota się nie zgadzała! Oczywiście była za wysoka. Tym sposobem z 40 zł brutto (tak było podpisane) jest 34 zł brutto (na stronie bez mojego podpisu) a netto ok. 26 (!!!)
Gdybym wiedziała wcześniej to bym tego papierka nawet nie podpisywała, a teraz nie ma o co walczyć bo się okazało że mi pracodawca nie powiedział że owe 40 zł brutto to brutto ubruttowione (?! pierwszy raz w życiu słyszę o takiej głupocie) i że jest kolejna składka na coś tam bo pracuję w dwóch zakładach pracy ... rewelacja! i zamiast 260 zł, dostałam 190 ... bosko! nie wiem czy się z tego śmiać czy płakać ... tak w tym kraju traktuje się młodych pracowników. Nie informuje się ich o rzeczywistych warunkach pracy, bo nikt mądry by umowy nie podpisał, podmienia się umowy jak już pracownik jest w garści i wtedy dopiero tłumaczy dlaczego o tyle mniej dostanie za swą pracę ...
grupa unijna: 16 sztuk dziatek w wieku 3-5 lat. Większość nie rozumie polecenia "siadaj". Uczę ich ... angielskiego. Dzieci nie rozumieją po polsku, a co dopiero po angielsku. Jest ich za dużo. Zajęcia są za długie. Tak naprawdę angielski wcale nie jest dla nich czymś atrakcyjnym. Wolą bezmyślnie układać puzzle na chybił-trafił. A ja tańczę, skaczę, klaszczę, wymyślam gry i zabawy, biegam na rzęsach, piszę plany, czekam 2 miesiące na wypłatę, staję na rzęsach a jeden z drugim pyta po 10 min zajęć "a kiedy będziemy się bawić?". Ehh...a gdzie motywacja dla nauczyciela za całe to użeranie się? kasa-żadna, w dodatku dopiero dostałam pieniądze za styczeń, ilość pracy-masakra. Wniosek: nie opłaca się legalnie pracować. Niestety.
Muszę dodać jeszcze odrobinkę o kochanych rodzicach. Pani dyrektor w przedszkolu miała problemy ze złożeniem całej grupy, bo zajęcia dla grupy unijnej nie obejmują ... żarcia za darmo! Rytmika, logopeda, angielski, zajęcia z komputerem, opieka przez ponad 5 godzin dziennie gratis! Oj, a co moje dziecko będzie jeść? Tak bez jedzenia w przedszkolu? - zapytała zmartwiona mamusia. Usłyszała, że jeśli cała reszta atrakcji jest mniej ważna od obiadku to może lepiej powinna zgłosić się do MOPSu czy jakiejś darmowej jadłodajni a nie do przedszkola, bo w przedszkolu dziecko ma się głównie bawić i uczyć.
Co za bezczelność. Zrobić sobie dziecko, oddać po 3 latach do przedszkola by je nauczyli, nakarmili i wytarli nos jak się jedno z drugim posmarka i nic się dzieckiem już nie interesować. Pff... Widać które z 16 dzieci w grupie spędza czas z rodzicami w jakiś inny sposób niż oglądanie dobranocki czy zakupy. I wierzcie mi, nawet połowa z tych dzieci nie ma prawdziwie edukacyjnego kontaktu z rodzicami.
Z takim materiałem przyszło mi pracować ...
Nie, nie ma i nie będzie optymistycznego akcentu na koniec.
sobota, 6 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz