wszystko zaczęło się od nagłej śmierci mojego najukochańszego kota. odszedł i od tamtej pory moje życie to jakaś chora bajka, może raczej tragikomedia ... luby stracił prace, okazało się że dla mnie w szkole nie ma miejsca ... z każdym dniem jest coraz gorzej. nie pojedziemy na festiwal, nie mamy za co zapłacić za mieszkanie, za jakiś czas nie będzie za co ugotować obiadu.
a że mam tendencje sado-masochistyczne to oglądam zdjęcia Krzysia i ryczę.
JEDYNA dobra rzecz jaka stała się od śmierci Krzysia (8 IV) to to, że adoptowaliśmy Sznurka, 2-miesięcznego kociaka ze schroniska. mam nadzieję że jest całkiem zdrowy... oby. bo więcej nieszczęść już nie zniosę.
wtorek, 15 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz